Są kraje, gdzie możliwe jest więcej niż gdzie indziej. Tak jest w Bułgarii, gdzie zastępca Wydziału Badań Kosmicznych przy Akademii Nauk ogłosił, że na Ziemi już od dawna przebywają kosmici, ale my nie potrafimy się jeszcze z nimi komunikować. Bułgarom, a przynajmniej prof. Lachezarowi Filipowowi mimo to się udało... Ale jak?
Przynajmniej tak twierdzi prof. (sic!) Lachezar Filipow, zastępca dyrektora Instytutu Badań Kosmicznych przy mającej ostatnio duże problemy Bułgarskiej Akademii Nauk. Co ciekawe, Filipow idzie o krok dalej niż inni naukowcy przyznający, że kiedyś być może natkniemy się na sygnał od odległych cywilizacji. Ich poszukiwania, które według wszystkich oficjalnych źródeł nie przyniosły dotąd wielkiego skutku, u Filipowa mają odmienny i jakże niezwykle prosty charakter.
- Są z nami cały czas i obserwują nas - mówi naukowiec. Nie są też wrodzy, a raczej chcą nam pomóc, jednak nie dorośliśmy jeszcze do oficjalnego kontaktu z nimi. Są gotowi nas w tym wesprzeć, jednak wciąż nie wiemy, czego żądać od nich w przypadku kontaktu - mówi Filipow jednej z bułgarskich gazet.
Jak bułgarscy bądź co bądź uczeni wpadli na trop kosmitów? Należy stwierdzić już na samym początku, że nie używali w tym celu żadnych nieskutecznych metod, które do tej pory stosowano w celu poszukiwania pozaziemskiej inteligencji. Zamiast tego nieokreśleni bliżej bułgarscy badacze powiązani z Filipowem zajęli się odcyfrowywaniem znaczenia kręgów zbożowych, które według nich pozwoliły odpowiedzieć na wiele dręczących ich pytań. Co więcej, wszelkie naukowe metody należy usunąć w kąt, bo kontakt z kosmiczną bracią będzie miał formę przekazu mentalnego a dojdzie do niego wedle szacunków Filipowa za 10 - 15 lat.
Skąd u niego ten optymizm? Według Filipowa jest się z czego cieszyć, bowiem ostatnio Watykan przyznał nawet, że obcy istnieją. Nie do końca, ale Filipow nie traci ducha, bo przecież jego kosmici to "dobrzy kosmici", choć z lekką niechęcią patrzący na to, co dzieje się na Ziemi.
Czytając jego słowa można zadumać się także nad tym, jak wiele można odczytać z piktogramów zbożowych.
- Obcy krytycznie podchodzą do naszego niemoralnego zachowania i niszczenia środowiska. Mówią, że globalne ocieplenie to skutek działalności przemysłowej. Co więcej, bardzo sceptycznie odnoszą się do używania kosmetyków i sztucznego zapłodnienia ponieważ jest to nienaturalne.
UFO-EZO Bułgaria nie stanie się jednak chyba najjaśniejszym punktem na światowej mapie krajów przodujących w badaniach nad astrobiologią i programie poszukiwania inteligencji pozaziemskie. Twierdzenia Filipowa można zrzucić jedynie na karby jego własnego ekscentryzmu i życzeniowego myślenia opierającego się o zjawisko takie jak piktogramy zbożowe. Analizując je, a szczególnie te powstające w angielskim Wiltshire, można dojść do wniosku, że rzeczywiście zawierają one pewną formę przekazu, a na pewno pewną symbolikę. Wszystko wygląda zatem pięknie, jednak brak tu najważniejszego ogniwa łączącego piktogramy z obcą inteligencją.
Inteligencja tworząca kręgi zbożowe, zapewne jak najbardziej ziemska czy jak kto woli ludzka, doskonaląc swą technikę tworzenia piktogramów (co widać z roku na rok) stara się obecnie wzbogacać swe polne dzieła sztuki elementami ezoterycznej symboliki (najczęściej związanej z rokiem 2012). Czy jednak coś takiego wystarczy, aby ogłupić człowieka posiadającego tytuł profesora i pełniącego ważną funkcję w Państwowej Akademii Nauk? Prawdopodobnie nie i na poglądy Filipowa wpływały także inne nurty, w tym "ezoteryczna ufologia" łącząca elementy obu dziedzin, od których bierze swą nazwę.
Często bywa tak, że do ruchów pochodnych od New Age zalicza się również ufologię. Czy jest to jednak ta sama dziedzina, na której działali ludzie znacznie poważniejsi niż George Adamski, Billy Meier i wielu innych, którzy próbowali i próbują łączyć poszukiwania inteligencji pozaziemskiej z wizją obcych zbawicieli i starszych braci z kosmosu kładących kres problemom i wynaturzeniom naszej cywilizacji? Nie. Ufologia New Age'u to kontaktowcy, czytanie piktogramów, chanellingi od istot z Oriona, Annunaki z Nibiru czy polowanie na niewidzialne UFO. To także aprioryczne próby ustalenia "słusznych" teorii na temat misji UFO i silna amerykanizacja ufologii, gdzie w społecznym ujęciu jest ona tajemnicą poliszynela - niby nikt nic nie wie, ale i tak wszystko wiadomo. Piktogramy z kolei stały się czymś w rodzaju ezoterycznej sztuki aniżeli realnego tajemniczego zjawiska, którego pozostało w nim bardzo mało.
Ofiarą ezo-ufologii padł nie tylko prof. Filipow. Jest ich znacznie więcej, zaś najbardziej cierpiała na tym ta gałąź ufologii, która nie upatrywała duchowych pierwiastków w spotkaniach z "zielonymi ludkami".
O czym zatem zapomniał Filipow? O tym, że poszukiwania inteligencji pozaziemskiej trwają od dawna, ale nie przyniosły dotąd spodziewanych rezultatów - być może nie jesteśmy jeszcze zarówno gotowi na ogłoszenie faktu istnienia obcych istot, a po drugie być może musimy zmienić taktykę poszukiwania, choć nikt nie powiedział, że przyniesie ona natychmiastowe rezultaty. Po drugie pominął on najważniejszą zasadę - wielkie słowa wymagają równie wielkich dowodów, których mu zupełnie brak.
Mimo to prof. Petr Getsow, szef Instytutu Badań Kosmicznych powiedział agencji Kross, iż instytut nie zajmuje się badaniem kwestii istnienia pozaziemskich inteligencji ani też próbami nawiązania z nimi kontaktów.
- Prof. Filipow zaangażowany jest w różne nietypowe projekty. Jednak nie może wypowiadać się na ten temat w imieniu Instytutu. W demokratycznym społeczeństwie każdy może mówić co chce, ale osobiście i we własnym imieniu.
Sam prof. Getsow nie wyklucza jednak istnienia pozaziemskich cywilizacji:
- Byłoby niemądrym powiedzieć, że jesteśmy sami wśród miliardów gwiazd.
Informacje na temat odkryć Filipowa pojawiły się wraz z aferą dotyczącą działań, do jakich dochodzi w Bułgarskiej Akademii Nauk, którą minister finansów, Simeon Djankow wraz z prezydentem Georgijem Parwanowem oskarżyli o nadużycia i marnotrawienie funduszów. Jeśli pieniądze wydawane są na analizę piktogramów prowadzące do sensacyjnych twierdzeń "badania" to najlepszy znak, że w instytucji źle się dzieje.
P. Cielebiaś, INFRA
Źródło: niewiarygodne.pl |